piątek, 2 marca 2018

Rozdział 29

Znalezione obrazy dla zapytania gify smutna dziewczyna demi lovato


Nawet przechadzanie się po uliczkach w których chodziliśmy kiedyś razem z całą rodziną, nie wywołało na mojej twarzy nawet cienia uśmiechu. Jedynie na co miałam ochotę to płakać. Moich rodziców już nie ma ze mną na tym świecie, mojego kochanego młodszego braciszka również. Amanda doszczętnie zniszczyła mi życie. Moja ciocia zapewne zamartwia się o mnie a Katie wyklina na wszystkie sposoby. W dodatku mam jeszcze okropne poczucie winy, bo pomimo tego co obiecałam rodzicom na pogrzebie, próbowałam popełnić samobójstwo. Pierwszy raz nie stchórzyłam, ale ciągłe myśli, że zawiodłam siebie a przede wszystkim ich, jest najgorsze. Jedynie jedną rzecz, dobrą dla mnie, zrobił ojciec Amandy. Na moje konto przelał niezłą sumkę, która wystarczyła na zakup biletu do Chicago i opłacenie hotelu. Normalnie, według swoich zasad od razu bym mu podziękowała, ale wtedy wyszłoby na jaw gdzie jestem. A na razie chcę pobyć sama. Pomyśleć. Poukładać swoje myśli, chociaż wątpię w to, że mi się uda.

Mijając ulubioną przeze mnie i moją mamę kawiarnię, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Z małym wahaniem weszłam do środka i zauważyłam, że od kilku lat nic tu się nie zmieniło. Mój ulubiony stolik, stał tam gdzie zawsze. Jasno fioletowo ściany nic się nie zmieniły. Nadal było tak samo dużo przeróżnych obrazów, przedstawiających prawie zawsze jakieś kwiaty.

-Mamo, mówię, że chodźmy usiąść tam. Przecież moje wypatrzona miejscówka jest idealnie a nie będziemy przecież całą wieczność czekać aż ci ludzie opuszczą lokal. -Jak na sześciolatkę sama byłam zdziwiona, że potrafię użyć tak trafnych argumentów. Co prawda nie przeszkadzało mi to, ale zdziwiłam samą siebie jak i moją mamę. Widząc jak moja mama zmierza do mojego stoliku tylko szeroko się uśmiechnęłam. W podskokach pobiegłam za nią i czekałam aż podejdzie do nas jakiś pan. Wiedziałam co już chcę, bo nie raz byłam z mamą tu i zawsze zamawiałam to samo.

Gdy już wyszłam z przytulnej kawiarenki kontynuowałam mój spacer. Czekolada jak i kremowe ciastko nadal jest tak samo przepyszne jak kilka lat temu. Teraz jednak zmieniło się towarzystwo a raczej jego brak. Kolejnym punktem który chciałam odwiedzić to moja szkoła. Nie mijałam jej nawet od kilku ładnych lat i jestem ciekawa czy nadal jest tak duża i zadbana.

Z uśmiechem na twarzy pożegnałam się z moją nową koleżanką. Myślę, że dzięki niej zapomnę o moim byłym przyjacielu, dla którego koledzy z jego nowej klasy byli ważniejsi. Nadal jest mi przykro po tym co zrobił.

Z uśmiechem wyszłam ze szkoły i zaczęłam szukać mojej mamy. Jestem dopiero w pierwszej klasie i mama kilka razy dziennie tłumaczy mi, że mam na nią czekać dopóki mnie nie odbierze. Tłumaczy to tym, że jestem jeszcze za mała, bym mogła sama wracać do domu, ale ja przecież jestem już duża. Dzisiaj pomimo, że mojej mamy jeszcze nie było, postanowiłam na nią poczekać. Nie chciałam po raz kolejny się z nią kłócić. Wiem, że ostatnio już dużo razy kłóci się z tatusiem. Nie chcę by i przeze mnie chodziła smutna. Wiem, że mój braciszek bardzo dużo razy płacze w nocy i może dlatego przez to moi rodzice się tak kłócą. Mimo to i tak bardzo ich kocham. Rozglądając się jeszcze raz po boisku zobaczyłam moją mamę. Zmierzała w moją stronę z małym Willem na rękach. Biegiem rzuciłam się do niej. Przytulając się już do mojej mamy w oddali zauważyłam mojego byłego przyjaciela. Ewidentnie było widać, że jego koledzy mnie obgadywali a nawet się ze mnie wyśmiewali. Mój wzrok na chwilę zetknął się z wzrokiem Nathana i sama już nie wiem czy to nie były zwidy czy nie, ale jego spojrzenie wyrażało smutek. Nie wiem co mam o tym sądzić. Nie wiem czy znowu chciałabym z nim gadać.

Krążąc cały czas po znanych uliczkach zastanawiałam się kogo mi przypomina mój dawny przyjaciel. Przez wspomnienie sprzed chwili mam wrażenie, że w niedalekiej przeszłości widziałam gdzieś te oczy. Nie potrafię sobie jednak przypomnieć. Tak samo jak jego nazwiska czy domu w którym mieszka. Tak świetnie się razem bawiliśmy, budowaliśmy zamki z piasku, robiliśmy babeczki w piaskownicy, które swoją drogą nie zawsze idealnie nam wychodziły. Wiem, że nasi rodzice byli dobrymi przyjaciółmi. I gdyby moja mama żyła, od razu bym jej się o to zapytała.

Tak naprawdę wszystko w tym dniu przypomina mi moich rodziców. I to jest jeszcze większy cios, niż świadomość, że jutro kolejna ich rocznica śmierci. To dopiero druga a ja mam wrażenie, że już co najmniej dziesiąta.

Kolejnym miejscem na które natrafiłam, jest stary plac zabaw na którym często przesiadywałam wraz z moją koleżanką z klasy. Złapałyśmy naprawdę dobry kontakt ze sobą, ale w trzeciej klasie niestety wyjechała. Do tej pory pamiętam jak moi rodzice się burzyli, że wracałam po 20 a miałam jedynie dziesięć lat. Jednak ufali mi i gdy słyszeli, że byłam jedynie na palcu zabaw zawsze odpuszczali.

-Widzimy się tam gdzie zawsze o 15? - na słowa Ashley tylko energicznie pokiwałam głową na tak i czym prędzej pobiegłam do domu, by szybko odrobić zadanie. Mimo, że jestem strasznym leniem to o odrabianie zadań domowych dbam. Wiem, że moi rodzice są z tego dumni.

-Zabierając bluzę z szafy wydarłam się na cały dom, że wychodzę. W odpowiedzi moja mama tylko krzyknęła głośno abym nie wracała późno, ale prawda jest taka, że obie wiedziałyśmy, iż tak nie będzie.

Z uśmiechem wkroczyłam na teren placu zabaw. Nikt na nim nie przebywał oprócz naszej dwójki. Bo przyznajmy sami. Ten plac zabaw swoim wyglądem nie zachęcał do jakiejkolwiek minuty spędzonej na nim.

- Hej blondyno. Znowu się spóźniłam? - moja próba żartu chyba się nie udała. Moja koleżanka siedziała nienaturalnie cicho i zaczęło mnie to martwić. Domyślałam się, że to coś naprawdę szokującego a zarazem i smutnego.

- Wyprowadzam się Jes. Nawet nie wiem gdzie. Moi rodzice zdążyli mi jedynie przekazać, że mam się pakować i pojechali do pracy. - w jednej chwili po raz kolejny poczułam się jak ktoś daje mi w twarz. Najpierw Nathan, teraz Ashley. Jak dobrze, że rodzice ze mną zostali i nie wybierają się nigdzie.

- Tak mi przykro. Już nie będę miała z kim przesiadywać na tym placu zabaw. Ale to może jakiś znak byś zaczęła nowe życie? - Ashley zdziwiona spojrzała na mnie. Nie powiem ja sama jestem zdziwiona tym co powiedziałam. W końcu tak naprawdę nie chcę by wyjeżdżała. Ale nie chcę jej utrudniać jeszcze bardziej. Doskonale widzę, że nie potrafi się pogodzić z tym, że rodzice tak traktują i z dnia na dzień każą wyjeżdżać nawet nie wiadomo gdzie.

- Jessica, nigdy o tobie nie zapomnę. Wierzę, że w przyszłości naprawdę się kiedyś jeszcze spotkamy. Już teraz jesteś bardzo inteligentna i mam nadzieję, że nie zmarnujesz tego w przyszłości. - po raz ostatni mnie przytuliła a gdy zniknęła z mojego pola widzenia moje łzy zaczęły spływać po policzkach.

Otrząsając się z wspomnień, do mojej głowy znowu przyszła dołująca myśl. Wtedy na placu zabaw, największym problemem i zranieniem było to, że osoba której nie zdążyłam poznać nawet tak naprawdę, wyjechała. A teraz zaledwie kilka lat później mam za sobą śmierć rodziców, nękanie ze strony rówieśników, próbę samobójczą i setki blizn po żyletce. Nigdy bym nie pomyślała w dzieciństwie, że właśnie coś takiego mnie spotka.

Wykończona psychicznie zrezygnowałam z dalszego spaceru. Jak na dzisiaj miałam zdecydowanie dość. Wróciłam do hotelu i nie racząc ubrać się w piżamę zasnęłam.

~~~

Pakując w pośpiechu ubrania zamawiałem taksówkę. Do odlotu samolotu została mi ponad godzina a ja jestem wczorajszy. Totalnie zapomniałem o dzisiejszym wylocie. Wir nagrywania wciągnął mnie tak bardzo, że teraz widzę skutki tego. Przyrzekam, następnym razem będę bardziej kontrolował godziny odlotu moich samolotów. Pakowanie się w pośpiechu jest cholernie stresujące.

Zdyszany w ostatnich sekundach wbiegłem do samolotu. I mimo, że jutro czeka mnie naprawdę trudny i długi dzień to dzisiaj szczęście jeszcze się do mnie uśmiechnęło. Jednak wiem, że jutro będzie wręcz przeciwnie. I to mnie przeraża, ale wiem, że nie ma szans abym to zmienił. Istnieją niestety rzeczy czy wydarzenia która pozostaną już takie same na zawsze. Bolesne i smutne.

piątek, 9 lutego 2018

Rozdział 28

Znalezione obrazy dla zapytania gify wkurzona kobieta

- Cześć ciociu. Dzień dobry Rcihard. Jak wam minął dzień? - Jessica z wielkim uśmiechem, mimo i tak sztucznym, skierowała swoje słowa do osób w tym pomieszczeniu, ale totalnie ignorując mnie. W sumie to nawet się nie dziwię. Ja, gdyby ktoś mi odwalił takie coś jak ja, zachowałbym się podobnie. A może i nawet jeszcze gorzej. Spieprzyłem po całej linii i wiem, że będę się musiał nieźle napracować nad tym, aby uzyskać po raz kolejny jej zaufanie chociaż w małym stopniu. Ale jestem w stanie zrobić wszystko, aby odbudować to, co zniszczyłem.

- A dobrze, kochanie. Z moim szefem już wszystko sobie wyjaśniliśmy i zostaniemy tutaj, w Los Angeles. - wiedziałem, że kłamała. W jej oczach nadal była żądza mordu a w dodatku nim tu przyszedłem się kłócili.

Widząc jak Jessica na migi próbuje pokazać swojej cioci, że idzie do siebie, tak bym ja nie zobaczył, byłem przygotowany do pościgu za dziewczyną. Musiałem ją chociaż przeprosić. Bo wiem, że dzisiaj nie dam rady wybłagać u niej przebaczenia. Nawet nie przyszło mi to do głowy, bo wiem, że ją cholernie mocno zraniłem.

~~~

Chyba jeszcze nigdy nie wbiegałam po tych schodach tak szybko. Ale teraz jest każda sekunda cenna aby ten dupek mnie nie dopadł. Będąc już na ostatnim schodku zaczynało mi brakować powietrza. To zdecydowanie jest znak bym zaczęła biegać chociaż kilka minut dziennie. A z resztą teraz nie mam co i tak robić to nie jest taki zły pomysł.

Cholera i przez moje myśli o słabej kondycji Nathan dopadł mnie przy zamykaniu przeze mnie drzwi do pokoju. I co ja mam teraz zrobić? Ignorować już go nie mogę, bo nie pozbędę się do końca roku. Wiem jaki uparty potrafi być. Nie mam zamiaru jednak słuchać kolejnych jego kłamstw. Wystarczająco mocno mnie zranił wierząc tej lafiryndzie a nie mnie. Nie powinnam w ogóle go dopuścić do siebie. Tak jak na początku powinnam trzymać go na dystans. Nie powinnam z nim gadać i mimo swojej woli polubić go.

- Jessica... Ja chciałbym...- przyrzekam, że gdyby mój wzrok teraz mógł zabijać, byłby już nieżywy. A ja nie miałabym zamiaru pojawić się nawet na jego pogrzebie.

- Co ty? Chciałbyś przeprosić. A to ciekawe. Bo jeszcze kilka dni temu miałeś mnie głęboko gdzieś i uwierzyłeś puszczalskiej blondynce z toną tapety na ryju. Zaufałam ci, powoli zaczęłam pozwalać ci na to abyś mógł wejść do mojego okrutnego i bolesnego świata, ale ty to musiałeś spieprzyć jedynie kilkoma zdaniami.Nie sądziłam, że taki jesteś. Że ta cholerna sława, udawanego idealnego pacana robiącego z siebie idiotę, aż tak ci uderzy do głowy. Co ty sobie myślałeś? Że nie dowiem się kim jesteś? Że nie domyślę się? Zapewne się nie spodziewałeś, że moja, może jeszcze nie była, przyjaciółka jest twoją mega fanką i cię nie rozpozna. Ba, że zacznie się umawiać z twoim najlepszym przyjacielem. To byłeś w ogromnym błędzie. Bo dowiedziałam się wszystkiego. I nie potrafię zrozumieć dlaczego to próbowałeś przede mną ukryć. Nie ufałeś mi, mimo, że ja tobie tak? Czy może po prostu wydawało się tobie, że jestem zbyt nudną osobą aby to zrozumieć? Albo wiesz co, lepiej nie odpowiadaj. Twoja odpowiedź mogłaby mnie jeszcze bardziej zranić a nie chcę tego. Jak dla mnie ta rozmowa jest już skończona. Możesz sobie iść i najlepiej nigdy nie wracać.- z ledwością wypowiedziałam ostatnie słowa, bo moje głupie serce nie chciało aby zniknął, jednak rozum jak zwykle wygrał. Może to i nawet dobrze.

- Jessica, błagam, wysłuchaj mnie. Nie proszę cię o wybaczenie jedynie o chwilę twojej uwagi. Nie wiem co mną kierowało, gdy wierzyłem w każdą bajeczkę Amandy. Naprawdę tego żałuję. - słysząc jego prawie niesłyszalny głos, wiedziałam, że z każdym kolejnym słowem wybaczę mu. Nie chciałam jednak być po raz kolejny przez niego zraniona i musiałam jak najszybciej to przerwać.

- Przestań. Mam gdzieś twoje tłumaczenia. Mało kto, dotychczas w moim życiu, zachował się tak samo podle jak ty. Myślę, że najlepiej będzie jak sobie pójdziesz. Wystarczająco mnie już zraniłeś.- z każdym słowem mój głos był coraz cichszy. W moich oczach gromadziło się coraz więcej łez. Nie chciałam się przed nim rozpłakać. Już i tak za dużo się o mnie dowiedział. Biorąc w dodatku jakąś rzecz z półki, próbował w niego trafić, żeby chociaż w jak najmniejszym stopniu pozbyć się złości na niego. Jak widać na nic się to zdało. Nadal byłam wściekła.

Patrząc, jak Nathan wychodzi z mojego pokoju, dopiero dotarło do mnie, że to już koniec tej znajomości. Nie mogłam w to uwierzyć. Naprawdę myślałam, że mogę go traktować jako mojego przyjaciela. Ale jak widać po raz kolejny zawiodłam się na ważnej dla mnie osobie.

Gdyby moja mama tutaj była. Na pewno by mi doradziła co mam zrobić. Właśnie. Moi rodzice. Zapomniałam o nich. A przede wszystkim o nadchodzącej rocznicy ich śmierci. Jet tak cholernie wściekła na siebie, za to przez tego idiotę zapomniał o śmierci własnych rodziców. Co ze mnie za córka. Chociaż... Może istnieje sposób, aby im to wynagrodzić. Co prawda jet już trochę późno na to, ale nie nie aż tak bardzo. A przecież nikt o tym nie musi wiedzieć, by tego nie opóźniać jeszcze bardziej. Zadowolona z mojego pomysłu szybko pobiegłam na łóżku i uruchamiając laptop obmyślałam się co, jak kiedy i gdzie.

~~~

Przytłacza mnie to, że nie mam kontaktu z Jes. Nie wiem co u niej. Nie wiem jak się trzyma. Nie wiem, czy nie zrobiła sobie czegoś. Tak bardzo chciałabym ją przytulić, ale boję się do niej chociażby zadzwonić. Boję się, że powie mi, iż znalazła sobie lepszą przyjaciółkę, która jej nie zostawi w chwili złamania, jak ja. Jest mi tak cholernie wstyd za to co zrobiłam. Nie potrafię jej na razie spojrzeć w oczy. Postąpiłam dokładnie tak samo jak Amanda. Może nie wiem do końca co zrobiła Jessice, ale zdążyłam zauważyć, że jest tak samo podłą suką jak ja. Dlaczego nie potrafię wziąć do ręki telefonu, zadzwonić do mojej przyjaciółki i zacząć jej przepraszać niezliczoną ilość razy. Dlaczego to akurat ona musiała trafić na taką przyjaciółkę, jaką jestem ja.

- Katie, czy ty nadal zadręczasz się tym, że tak potraktowałaś Jes? Jeżeli chcesz, możemy dzisiaj się do niej przejść i wyjaśnicie sobie to wszystko. Naprawdę nie mogę już patrzeć na to, jak cierpisz. A ona zapewne też. - w pierwszym momencie, gdy Brian się odezwał, byłam przerażona, że to jakiś złodziej. Później jednak szybko zerwałam się z mojego łóżka i jak najmocniej przytuliłam się do chłopaka. Naprawdę podziwiam go, że nie ma jeszcze dość przychodzenia do mojego domu i mnie pocieszania. Tak naprawdę nadal jestem zdziwiona, że potrafię z nim teraz normalnie rozmawiać. Przecież sobie obiecywałam, że kończę z oglądaniem ich i jakimkolwiek kraszowaniem. A teraz wychodzi na to, że traktuję go jak przyjaciela. Może faktycznie spotkanie go kilka dni temu w parku, było mniej więcej jak przeznaczenie. Dostał ode mnie kolejną szansę. Już nie jako idol a po prostu osoba z którą mogę pogadać, pośmiać się. Mam nadzieję, że nie będę żałować tego a Brian nie okaże się takim dupkiem jakim jest jego przyjaciel.

- Wiesz. Myślę, że nie jestem jeszcze gotowa spojrzeć Jessice w oczy. Zdaję sobie sprawę z tego, że naprawdę ją zraniłam i czuję się naprawdę źle z tym. Ale wiem, że nie dam rady nic z tym zrobić i po prostu potrzebuję czasu. - jak co dzień powtarzam mu, że nie jestem gotowa. Co po części jest prawdą, ale prawdziwym powodem jest to, że jest mi cholernie wstyd za to, co jej zrobiłam.

- No dobrze Catie. Zrobisz jak uważasz. Wiesz, że ja cie do niczego nie zmuszę. - na jego słowa tylko lekko się uśmiechnęłam. Zdawałam sobie sprawę, że robi się już nieco zirytowany moimi wykrętami. I tak naprawdę, nie dziwię się mu.

wtorek, 23 stycznia 2018

Rozdział 27


Znalezione obrazy dla zapytania gify z spacerującą dziewczyną

Niesamowicie wkurzona kobieta po raz kolejny szukała swojego szefa. Nadal nie mogła zrozumieć jak jego córka mogła skrzywdzić jej kochaną siostrzenicę i zniszczyć jej tak psychikę. Wydawało jej się, że to wszystko wina pana Wilsona. Po części jednak tak jest, ale w większości to przez matkę Amandy, która odeszła i na oczach własnej córki zdradzała a tym samym rozwaliła szczęśliwą rodzinę jeszcze wtedy siedmioletniej dziewczynki.



- Szanowny pan Richard nadal tutaj jest? Myślałam, że na stoliku zastanę karteczkę z informacją o tym, iż mamy się jak najszybciej wyprowadzać a ty wystawisz dom na sprzedaż. Jednak widzę, że zaplanowałeś dla nas całkiem inne atrakcje. Teraz tylko pytanie gorsze czy lepsze. A może po raz kolejny twoja córka wywiąże cię z tego zadania.

- Karen, błagam uspokój się. Zrobię wszystko, aby wynagrodzić to Jessice. Może już zauważyłaś ale na twoim koncie pojawiły się pieniądze z którymi ty i Jessica możecie zrobić co chcecie. Byłem również dzisiaj u Jessici i osobiście wręczyłem jej kilka banknotów oraz szczerze ją przeprosiłem. Ja naprawdę nie wiedziałem, że Amanda wyczynia takie świństwa. - twarz kobiety na wzmiankę o pieniądzach przelanych przez jej szefa, robiła się jeszcze bardziej czerwona ze złości.

- Po cholerę mi twoje pieniądze gdy Jes przez twoją córkę ma zniszczone doszczętnie wspomnienia z jej najlepszego okresu życia. Z liceum powinna zapamiętać, że miała niesamowite koleżanki, pierwsze miłości a nie twoją zarozumiałą córkę. Co myślisz, że twoje pieniądze wymażą jej wspomnienia z głowy? Dla twojej wiadomości nie jest taka jak twoja córka i pieniądze nie grają dla niej roli. Uwierz mi zamiast nich chciałaby mieć rodziców przy sobie, przyjaciół, którzy odwrócili się od niej przez jakże kochaną twoją córkę i odrobinę szczęścia i radości z życia. Obaj, ty i twoja córka, jesteście potworami. Po prostu jeden wart drugiego. - kobieta ze łzami w oczach próbowała wyminąć pana Wilsona, który to zagrodził jej drogę i niespodziewanie ją przytulił. Kobieta natomiast była w ogromnym szoku. Nie sądziła, że po takim kazaniu jakie mu wygłosiła on posunie się do takiego czegoś. To był dla niej istny szok.

~~~

- Brian, do cholery odbierz ten głupi telefon. - po raz kolejny nagrałem się mu na sekretarkę, ale nic z tego. Mój przyjaciel obraził się na mnie na dobre. Ale sam sobie na to zasłużyłem. Jestem dupkiem. I doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Jednak osoba, dla której mógłbym się zmienić, nie odzywa się do mnie prawdopodobnie przez moją głupotę i swoją naiwność. Najlepsze jest jednak to, że nawet nie próbowałem z Jessicą porozmawiać, bo doskonale wiedziałem, że to i tak nic nie da. Jednak ciekawiło mnie, to jaką miała naprawdę przeszłość. Zdeterminowany wstałem z mojego kochanego, aczkolwiek zasyfionego łóżka, i w dresach ruszyłem do domu mojej sąsiadki. Liczyłem na to, że pani Karen będzie w domu i zdradzi mi cokolwiek na temat Jessici.

Będąc już na posesji moich sąsiadów, słyszałem krzyki. Nie wiedziałem co zastanę w środku. Nie fatygowałem się również by najpierw zadzwonić czy coś. Po prostu wszedłem przez uchylone drzwi i dostrzegłem się wyrywającą z uścisku ciocię Jessici. Nie wiedziałem jak zareagować aż pani Karen się odwróciła i mnie zauważyła. Na jej twarzy była widoczna złość i zdawałem sobie sprawę z tego, że była ona wywołana moją obecnością.

- A ty czego tutaj szukasz? Mało dałeś Jessice do zrozumienia? Mało pokazałeś jaki jesteś naprawdę?

- Ja... . Wiem, że głupio postąpiłem. Wiem, że najpierw powinienem wysłuchać wersji pani siostrzenicy. Ale to co usłyszałem od Amandy wstrząsnęło mną. Ona gdy opowiadała to jaka jest Jessica brzmiała tak wiarygodnie.

- Amanda zawsze dobrze potrafiła udawać i kłamać. A ja zawsze naiwnie nabierałem się tak samo jak ty. - zdziwiony popatrzyłem na ojca Amandy. I już wiedziałem, że zraniłem Jessice, wierząc w chore bajeczki tej kłamczuchy.

- Po co tutaj przyszedłeś? - odezwała się do mnie już nieco uspokojona ciocia dziewczyny. - Jeżeli, przyszedłeś porozmawiać z moją siostrzenicą to radzę ci już teraz odpuścić. Odkąd znalazłam ją w kałuży krwi, z pociętymi nadgarstkami, nie wychodzi ze swojego pokoju a jak już wychodzi to powtarza, że idzie do Katie i wraca po kilku godzinach. - nie słuchałem jednak tego co dalej mówiła, gdy dowiedziałem, że Jessica się pocięła. Nie sądziłem, że moje słowa przyczyniły się do aż takiej tragedii. Jestem kretynem i skurwielem.

- Dlaczego Amanda to zrobiła? Znaczy nagadała mi te głupstwa i udawała poszkodowaną przede mną? - moją niepewność w głosie było słychać chyba kilometr dalej. Ale po tym co się dowiedziałem i obecnym stanie pani Karen bałem się zapytać o to. Bałem się również dowiedzieć co tak naprawdę Jessica przeżyła w przeszłości. A raczej swoich wyrzutów sumienia, że ja swoje rozżalenie za bardzo wyolbrzymiałem.

- Siadaj. Należą ci się wyjaśnienia a od mojej siostrzenicy na pewno się nie dowiesz. - tym razem odezwał się mężczyzna. Usiadłem na wskazane przez niego miejsce i naprawdę nie wiedziałem czego mam się spodziewać.

- Moja córka prześladowała Jessice jeszcze w Chicago. - co? To Jes jest z Chicago? Tak samo jak ta z SMS? - Poniżała ją na każdy możliwy sposób. Ja byłem jednak zbyt zajęty pracą, by to zauważyć i jakoś zareagować. I to właśnie dzięki mojej córce- Jessica całkowicie zamknęła się w sobie i przestała ufać ludziom. Nagadała ci tych głupot tylko po to aby znowu zrujnować życie i psychikę Jessice. Doskonale wiedziała, że ta dziewczyna cię polubiła a gdy ty się od niej odwrócisz znowu będzie cierpieć. Przykro mi mówić tak o własnej córce, ale Amanda mimo, że głupia,  to nadal podstępna żmija która wykorzysta każdą sytuację do upokorzenia ludzi. Źle ją wychowałem i dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. - co ja do cholery zrobiłem?! Jak ja mogłem być taki głupi i po raz kolejny zranić tak kruchą i wrażliwą osobę jaką jest Jessica. Przecież ona mi tego nigdy nie wybaczy a ja nie wygram tego cholernego zakładu.

Ty idioto. Jedynie to moja podświadomość jest w stanie krzyczeć. Bo takim egoistą potrafię być tylko ja. Gdy moja sąsiadka zapewne płacze po kątach ja myślę jak wygrać ten cholerny zakład. A nie powinienem. Jedynie co powinienem to jak najszybciej wycofać się z tego chorego zakładu. Tak, to jest to. Jeszcze dziś dzwonię do chłopaków i oznajmiam im, że rezygnuję.

~~~

Chodząc po ulicach LA, wśród zabieganych osób, cały czas zadaję sobie pytanie co ja takiego zrobiłam, że to właśnie mnie spotyka wszystko co smutne i złe. Strata rodziców, gwałt, nękanie ze strony Amandy, strata przyjaciół po wypadku. Czy to już nie jest za wiele? A teraz chłopak, któremu powoli zaczynałam ufać, odwrócił się ode mnie. To samo z moją przyjaciółką. A moje życie w mieście aniołów miało w końcu zapowiadać się na lepsze. I jak zwykle nic nie poszło po mojej myśli. W dodatku przeze mnie moja ciocia wiecznie się zamartwia i kłóci ze swoim szefem. Nic nie jest tak, jak powinno.

Dzisiaj również wyjątkowo postanowiłam wrócić trochę prędzej niż zazwyczaj. Moja ciocia gdyby znowu wracała tak późno zaczęłaby podejrzewać, że wcale nie chodzę do Katie. A tego z całego serca nie chcę.

Z westchnieniem otworzyłam drzwi a na mojej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech. Aktorstwo mam przecież opanowane do perfekcji. Byłam jednak zdziwiona, że tym razem moja ciocia nie darła się wniebogłosy na pana Wilsona.

Wchodząc do salonu myślałam, że mam zwidy. Tak bardzo chciałabym aby widok który przed sobą napotkałam był tylko wytworem mojej wyobraźni, jednak mój los mnie nie kocha i okazało się to być cholerną rzeczywistością.

sobota, 6 stycznia 2018

Rozdział 26

Podobny obraz

- Córeczko, jaa... ja nie wiedziałem, że ten sukinsyn będzie chciał się zemścić na mnie. Gdybym tylko wiedział, że to ty ucierpisz spełniłbym jego każdy warunek. Ja naprawdę nie wiedziałem, proszę wybacz mi. - nadal w lekkim szoku patrzyłam na mojego tatę. Nie sądziłam, że jego firma ma aż tak duże problemy i tylu wrogów czyhających na jej upadek. Nie sądziłam również, że akurat mój tato współpracował z takim psychopatą. Przecież my nic u nie zrobiliśmy. W szczególności ja. I nadal nie wymyśliłam jakiegoś sensownego wytłumaczenia na to, że ten gościu mnie zgwałcił. To było jakieś świadome działanie czy zrobił to pod wpływem alkoholu. Mam tak ogromny mętlik w głowie. W dodatku mój tato cały czas obwinia się, że to przez niego a to wcale nie jest prawdą.

niedziela, 17 grudnia 2017

Rozdział 25

Znalezione obrazy dla zapytania gify z filmów smutne


Patrząc jak Katie odchodzi zapewne w stronę swojego domu nie wiedziałem co mam jeszcze zrobić. Uratowałem jej życie, przeprosiłem za zachowanie mojego przyjaciela a ona nadal próbuje zgrywać niedostępną. Wiem, że jest moją fanką i jej opór na mnie robi niemałe wrażenie. To właśnie czyni ją wyjątkową i mam zamiar powalczyć o tak cudowną dziewczynę. Teraz jednak muszę iść uświadomić niektóre rzeczy mojemu przyjacielowi. Bo to właśnie on zachowuje się jak dupek bez uczuć. Sam fakt, że uwierzył temu blond plastikowi mocno mnie zdziwił. Sam co chwilę powtarza, że gardzi takimi dziewczynami a później wierzy pierwszej lepszej raniąc jednocześnie chyba najbardziej uczuciową dziewczynę w tym mieście.

sobota, 2 grudnia 2017

Rozdział 24

Znalezione obrazy dla zapytania gify z dziewczyną smutną


Nie spoglądając na nikogo, odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego pokoju. Nie obchodziło mnie już nic. Miałam gdzieś to, że Nathan myśli, iż naprawdę taka jestem. Jak widać wolał uwierzyć Amandzie którą znał zaledwie kilka godzin. Wiedziałam, że nie powinnam z nim zaczynać rozmawiać. Była przekonana, że to przyniesie mi tylko smutek i cierpienie. Przecież mogłam się cały czas trzymać wersji, że jest zadufanym w sobie dupkiem takim samym jak na tym nieszczęsnym lotnisku. Mimo, że życie tyle razy pokazało mi, iż powinnam liczyć tylko na siebie ja pozwoliłam mu choć trochę się do mnie zbliżyć. A teraz znowu mam za swoje. Zostałam sama. Ciocia nie wie za wiele co się działo jeszcze w Chicago. Nathan ma mnie za sukę bez serca a moja przyjaciółka można powiedzieć, że wybrała swoich idoli zamiast mnie. Nie sądziłam, że te sprawy zejdą aż na taki tor. Mogłam się prędzej domyślić kto mieszka obok mnie i unikać kontaktu z nimi. Wtedy moja kochana Katie nie byłaby na mnie zła a nasza przyjaźń nie byłaby pod znakiem zapytania.

piątek, 17 listopada 2017

Rozdział 23

Znalezione obrazy dla zapytania gify z dziewczyną


Cała spanikowana nie wiedziałam co robić. Uciekać, podejść do nich czy może po prostu udawać, że ich nie znam? Moja bezradność była ogromna a w mojej głowie tylko pojawiało się pytanie, za jakie grzechy. Spanikowana spojrzałam na moją przyjaciółkę, która tak samo jak ja nie wyglądała zadowolona na ich widok. Może ona też ich znała i przez przypadek wie, że mam kontakt z Nathanem? W sumie to chyba byłoby nawet lepiej. Nie musiałabym jej sama mówić. Ale skoro wiedziałaby to zapewne już by mi o tym cały czas mówiła. Ugh to jest pokręcone.