niedziela, 26 lutego 2017

Rozdział 4

Znalezione obrazy dla zapytania gify z the duff


Nic. Zero wiadomości. Czekałam już drugi dzień. I nic. Pieprzona cisza. Nikt nie raczył nawet odpisać ‘’odwal się’’ na moje króciutkie ‘’hej’’. Nie miałam kontaktu z Katie. Nathan też nie dawał żadnego znaku życia. Wiedziałam, że i ten kontakt się urwie, ale nie sądziłam, że tak prędko. Pisało mi się z nimi naprawdę dobrze. Myślałam, że mogę im zaufać, ale jak widać, coś poszło nie tak. Ludzie zawsze odchodzą i będą odchodzić. Nie wiem, na co ja liczyłam. Na wieczną przyjaźń i miłość do grobowej deski?

Śmieszna jesteś. Mój głosik zawsze musiał się odezwać w najmniej odpowiednim momencie. I zawsze, do jasnej cholery, musiał mieć rację. Cały czas nie potrafiłam pojąć mojej głupoty i tego, że mogłam pomyśleć, iż oni będą ze mną pisać więcej niż jeden dzień.

W szkole jak to w szkole. Nadal traktowali mnie jak biedną sierotę i poniżali na każdym kroku. Wiedziałam, że nie mają co robić, na naukę nie poświęcali czasu, ale mogliby mi już dać spokój. Z tym horrorem musiałam męczyć się już kolejny rok. Niestety, oni się chyba nigdy nie zmęczą i nie przestanie ich bawić to, co robią.

Wchodząc do szkoły, zacisnęłam mocniej moją prawą dłoń na pasku od torby. Zacisnęłam również palce na mojej teczce z wypracowaniami, którą miałam pod pachą. Obawiałam się tego, jakie atrakcje na dziś przygotowała moja klasa, a w szczególności Amanda. Wiedziałam, że będę miała podwójnie przeskrobane, bo wczoraj ze szkolną gwiazdką zerwał jej chłopak. A ja oczywiście byłam dobrym przedmiotem, by na mnie odreagować.

- Och, wybacz - usłyszałam za swoim plecami, a później poczułam, jak mój mini segregator wypada mi z rąk i wszystkie kartki, które się w nim znajdowały, rozsypują się wokoło. Dotarł do mnie złośliwy śmiech, ale zignorowałam go i schyliłam się. Zaczęłam zbierać moje wypociny. Wiedziałam, że to i tak tylko rozgrzewka, wprowadzenie do dalszej gry.

- Wyspałaś się? Czy może w nocy znowu płakałaś? Ach, tak. Chłopak cię rzucił, bo zauważył, jaką brzydotą i nieudacznicą jesteś. Tak mi przykro. Pożyczyłabym ci moje kosmetyki, by trochę zamaskować te wory pod oczami, ale niestety, boję się, że twoja nieatrakcyjność może zostać przeniesiona na mnie. – Z powodu jej słów w moich oczach zebrały się łzy, ale postanowiłam sobie, że nie pokażę jej, jaka byłam słaba. Pozbierałam ostatnie kartki i wyprostowałam się. Strzepnęłam również jej rękę, którą podczas wypowiedzi położyła na moim ramieniu.

- Nie obrażaj się. Ja chcę ci tylko uświadomić prawdę. Powinnaś mi podziękować, a nie stroić jeszcze jakieś fochy. Chociaż zresztą... nie potrzebuję podziękowań od takiej nieudacznicy i sieroty. - Po tej wypowiedzi usłyszałam śmiech jej oraz całej reszty zgromadzonej na sali.

Takie, czy jeszcze gorsze zdarzenia pojawiały się w moim szkolnym życiu codziennie. Jednak nadal nie przyzwyczaiłam się do tego. To nadal cholernie mocno bolało.

Z panią Kennedy umówiłam się, że zakupy będę robić co drugi dzień. A jako że wychodziło to właśnie tego dnia, wzięłam do ręki mój telefon i z przykrością stwierdziłam, że już pora, bym wyszła do sklepu. Niechętnie zeszłam po schodach, ubrana jak zwykle w moje kochane trampki i bluzę. Zabrałam pieniądze z komody i wyruszyłam na podbój pobliskiego sklepu. Tym razem jednak nie miałam dużo do zakupienia.

W moich dłoniach znajdowały się dwie siatki z zakupami. W uszach miałam słuchawki, a całe otoczenie w głębokim poważaniu. Wsłuchiwałam się w pierwsze słowa piosenki This is Nightlife zespołu Italobrothers.

Piosenka do najnowszych nie należała, ale dla mnie to i tak nie miało znaczenia. Co mi się podoba, to słucham.

***

- Nathan, jak tak będziesz biegał, to z przetrenowania zaraz zemdlejesz. - Zignorowałem żartobliwe słowa Briana i nadal biegałem, szukałem mojego telefonu. Dwa dni temu go zgubiłem i wciąż nie mogłem znaleźć. Nie chciałem, żeby Jess pomyślała sobie, że ją olewam. Może i znałem ją bardzo krótko, ale i tak zdążyłem ją polubić. Przeczuwałem, że jakiś chłopak musiał ją skrzywdzić i teraz ciężko jest było przełamać ten strach. A ja wiedziałem, że w ciągu tych kilku dni udało mi się chociaż w minimalnym stopniu ją przekonać, że nie jestem taki, jak inni.

- Nathan, do jasnej cholery. Mieliśmy nagrywać odcinek, ale ty jedynie szukasz tego jebanego telefonu. Wiem, że Jessica jest dla ciebie w jakimś stopniu ważna, ale chcesz stracić to, co tworzyłeś przez kilka miesięcy? Masz trochę rozumu w głowie? - Przestałem słuchać Briana po dwóch pierwszych słowach. Wiedziałem, że może to, co robiłem, go irytowało, ale Jessica była naprawdę dla mnie ważna. Chciałbym jej pomóc, ale nie potrafiłem znaleźć telefonu i coraz bardziej narażałem się na brak dalszego kontaktu z nią.

- Mam!!! - krzyknąłem nagle. Nie wiedziałem, co mam zrobić: płakać czy śmiać się ze szczęścia. Właśnie znalazłem telefon. I pierwsze, co zrobiłem, to zacząłem szukać ładowarki. Musiałem jak najprędzej napisać do Jess.

- Rozum? Śmiem się o to kłócić. - Brian jak zwykle nie podarował mi i zakpił z mojego roztargnienia. Nie zwracałem jednak na to większej uwagi, a przede wszystkim nie przestawałem szukać ładowarki. Jednak gdy minęło kilka cennych minut, przypomniałem sobie, że mój przyjaciel miał taką samą ładowarkę i zawsze nosił ją w kieszeni. Szybko więc do niego podbiegłem i, nie zważając na jego protesty, zacząłem grzebać w jego kieszeniach. Gdy już miałem ten cenny przedmiot w moich rękach, szybko podbiegłem do najbliższego gniazdka i podłączyłem telefon do ładowania. Zachowałem się jak zakochana nastolatka, ale nie było to aż tak ważne.

Z niecierpliwością czekałem na moment, w którym będę mógł uruchomić telefon i odpisać Jess. Brian siedzący obok mnie kiwał tylko głową. Zignorowałem to i bez chwili zawahania włączyłem telefon. Zdziwiłem się, gdy w powiadomieniach ujrzałem piętnaście nieodczytanych wiadomości od Jess.

Od Jessica: Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. A jak tam u ciebie?

Od Jessica: Nathan, jesteś?

Od Jessica: Haaalo?

Od Jessica: Obraziłeś się?

Od Jessica: Ejjj....

Od Jessica: Czemu nie odpisujesz?

Od Jessica: Jeżeli się naprawdę obraziłeś, to mógłbyś chociaż napisać głupie ‘’odwal się’’.

Od Jessica: Ale nie, po co się fatygować, by napisać to do jakiejś głupiej dziewczyny.

Od Jessica: A ja myślałam, że jesteś inny.

Od Jessica: Ale, jak widać, pomyliłam się.

Od Jessica: Choć nie powinno mnie to dziwić.

Od Jessica: Każdy z was jest taki sam.

Od Jessica: Tylko nie wiem, czemu pozwoliłam na to, aby cię polubić.

Od Jessica: Teraz zaczynam tego żałować.

Od Jessica: Pomyliłam się co do twojej osoby. Nie chcesz odpisać, to nie, twój wybór.

Wiedziałem. Była na mnie wkurzona na maksa i ciężko będzie jej to wytłumaczyć.

Do Jessica: Przepraszam. Przepraszam. Znowu zgubiłem telefon i nie mogłem go znaleźć. Błagam, wybacz mi to, że nie odpisywałem. Nie wiem, czemu jestem taką łamagą, ale nie potrafię tego zmienić.

Czekałem na jej odpowiedź już kilkanaście minut, a ona nadal nie odpisywała.

A czego się spodziewałeś, idioto? Nie odpisywałeś jej, więc ma prawo być zła.


***

- Przykro mi bardzo, ale szanse na wybudzenie się państwa córki są znikome. Procedury jednak nie pozwalają na odłączenie jej od aparatury w tak wczesnym czasie hospitalizacji bez państwa zgody. - Głos lekarza, jak dla mnie, wydał się strasznie cichy i taki pusty. Jednak nie to mnie zmartwiło. Zastanawiało mnie to, że jestem aż taka słaba i nie dam rady się wybudzić z tej cholernej śpiączki. Próbowałam otworzyć oczy już setki razy, byleby nie słyszeć szlochu mojej mamy. Mimo że gdy byłam mała, moi rodzice nie zajmowali się mną, tylko oddawali pod opiekę opiekunek, bolały mnie ich łzy. Nie widziałam, jak cierpią, ale ta skrucha, tęsknota w ich głosie, gdy do mnie mówili, bolała jeszcze bardziej. Wiedziałam że są przy mnie cały czas i zaniedbują swoje obowiązki. Wiedziałam też, że przypomnieli sobie o mnie dopiero wtedy, gdy zdarzyło się to coś, ale myślę, że coś zrozumieli i się zmienią.

Wiedziałam, że muszę się wybudzić z tej śpiączki i odpisać Jess. Znałam ją tylko parę godzin, ale zdążyłam zauważyć, że jest strasznie wrażliwą osobą i straciła już wiele osób, które były dla niej ważne.

I pozostaje jeszcze przyczyna mojej śpiączki. Lekarz nigdy nie wspomniał o tym, dlaczego w nią zapadłam. Parę razu słyszałam z ust ojca wypowiadane słowa po cichu, że zabije tego gnoja. Nie miałam jednak stuprocentowej pewności, że jest to związane ze mną. Możliwe, że to jakiś oszust, który próbował go oszukać i zrujnować firmę mojego taty.

sobota, 18 lutego 2017

Rozdział 3

Znalezione obrazy dla zapytania gify z selena


Do Nathan:

Nie masz za co przepraszać. To moja wina, że tak reaguję na ten temat. I w tym momencie martwię się o Katie, bo nie odpisuje mi od wczoraj a miała iść tylko na lekcję gry na fortepianie. A co ty robisz?

Sama nie wiem czemu jestem dla niego taka miła. Przecież po tym co mi zrobił ten dupek powinnam odganiać facetów od siebie. Nie powinnam z nimi zamienić nawet słowa. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że może mnie tak samo, brutalnie i bez żadnych skrupułów, skrzywdzić. Nie powinnam z nim pisać.

czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział 2


 




Ja: Katie napisz chociażby głupią kropkę bądź przecinek.

Ja: Nie odpisujesz mi już od wczoraj a ja nie wiem co się z tobą stało.

Ja: Martwię się.

Ja: Może i nie chcesz mnie znać ale daj znać, że nic ci nie jest.

Ja: Wiem, że zapewne teraz masz spam ale to najmniej istotne w tym momencie.

Od zawsze byłam wrażliwą osobą. Wszystko zatrzymywałam w sobie i płakałam po nocach. Nadal płaczę. To jest moją najgorszą wadą. Próbowałam z tym walczyć, ale poddałam się. Najzwyczajniej w świcie poddałam się, bo i tak wiem, że nie dam rady.

czwartek, 26 stycznia 2017

Rozdział 1


Katie zaprasza do znajomych.

Nie wiem, co było tak ważne, by mi przerwać rozmyślania. A raczej snucie w myślach innego, lepszego życia, które i tak pozostanie nierealne. Niechętnie podniosłam się z łóżka i wzięłam do ręki mój telefon. Delikatnie przejechałam palcem po ekranie. Nie miałam żadnego hasła na blokadę, pomimo że wszyscy z klasy skreślili mnie za to, co stało się w przeszłości.
Z początku uciekałam do drastycznych metod, by zagłuszyć ból psychiczny. Niestety nadal zdarzało mi się to robić, lecz już nie tak często. Widząc, że znowu mam kolejne zaproszenie do kontaktu, westchnęłam cicho pod nosem. Po co mi wysyłają zaproszenia, skoro i tak już jutro nie będą pamiętać o jakiejś tam Jessice? Niechętnie nacisnęłam ikonkę mało już znanego komunikatora, jakim było GG, w celu dowiedzenia się, kto teraz do mnie napisał. Zapewne jakiś kolejny zboczony typ, który nie ma nic do roboty. Zdecydowanie więcej osób blokowałam, niż wymieniłam się choćby informacją o imieniu. Jednak zawieranie znajomości przez internet było o wiele lepsze. Nie musiałam się bać, że ktoś rozpozna mnie i przypomni sobie, że to ta dziewczyna, córka znanych ludzi show-biznesu, która niestety została osierocona przez głupotę rodziców. W internecie znacznie lepiej zawierało mi się znajomości, jednak one szybko się kończyły. Wiązało się to z samotnością, ale ci ludzie nie oceniali przez pryzmat tego, co się stało. Nienawidziłam siebie za to, że tak szybko przywiązywałam się do innych osób. Wiedziałam, że z góry jestem skazana na cierpienie, a jednak nadal to robiłam.

Katie: Hejka. Co tam? Jak tam?
Ja: Hejka. U mnie z pozoru dobrze. A u ciebie?
Katie: U mnie w sumie dobrze. Tyle że nie z pozoru. I zgaduję, że to dlatego masz taki opis, a nie inny?

Brak powodów, by zostać, to dobry pomysł, by odejść.

Analizował po raz kolejny ten cytat. Opisywał doskonale to co działo się z moimi pseudoprzyjaźniami przez internet. Katie, o ile było to jej prawdziwe imię, jako jedyna zwróciła uwagę na mój opis pod miniaturką nutek.

Ja: Jesteś pierwszą osobą, która zwróciła na mój opis. I masz rację. Jesteś dobra w zgadywaniu. ;-)
Katie: No ba. Ostatnio zgadłam, jaki mój mąż nagra odcinek. Przewidziałam, jaki challenge doda mój kochanek. Wiem. Jestem w tym najlepsza. Nie musisz mi pisać, jaka to jest wspaniała i mądra.
Ja: Haha. Zapomniałaś dodać, że skromna. I ty masz już męża? I kochanka. Boże. Z opisu wynika, że masz tyle samo lat, co ja.
Katie: Nie mam męża, głuptasie. Ale tak nazywam mojego idola. I jakim cudem ty nie znasz Briana czy Nathana? No powiedz mi. Przecież to tacy przystojniacy, jakich jeszcze nigdy nie widziałam.

Zaśmiałam się na wiadomość Katie. Może pod względem Briana i Nathana wyglądała na napaloną fankę, ale mimo to polubiłam ją. Biło od niej takie przyjemne ciepło i fajnie mi się z nią pisało.

Ja: No może dlatego, że ja mieszkam w Chicago, a ty w Los Angeles? Nie sądzisz, że to ciut duża odległość?
Katie: Może i jest to dosyć spora odległość, ale oni są znani w całej Ameryce. Na pewno są u was znani. I błagam, nie dołuj mnie tym, że nie znasz nawet Nathana. Jeszcze do niedawna mieszkał w Chicago.
Ja: Niestety nie znam. I przykro mi z powodu twojej rozpaczy. :-(
Katie: Ranisz mnie tak samo, jak ich. Ale jesteś chyba jedyną dziewczyną, która nie ignoruje mnie zaraz po tym, jak napiszę o Nathanie bądź Brianie. Nie jesteś zazdrosna, że istnieją inne osoby, które kochają tego samego idola. I nie narzekasz, że ciągle o nich piszę. Stwierdzam, że polubiłam cię i nie żałuję, że do ciebie napisałam.

Zdziwiłam się na jej wyznanie. Nikt nigdy jeszcze nie powiedział czegoś takiego i nie spodziewałam się, że ktoś tak szybko mnie polubi. Co będzie jednak, gdy powiem Katie, jak jest naprawdę? Pewnie nie będzie chciała się ze mną więcej się zadawać. Tak jest zawsze, gdy prawda nawet przez przypadek wyjdzie na jaw. Westchnęłam cicho pod nosem. Męczyłam się na tym świecie, ale obiecałam sobie, że nie pozwolę na to, aby moi rodzice się na mnie zawiedli. Może i ich już nie ma razem, z moim bratem. Może i ciocia nie ma dla mnie czasu, bo cały czas spędza w pracy. Wiem, że cierpi po stracie swojej jedynej siostry, dlatego nie chciałam dokładać jej jeszcze moich problemów. Kiedyś byłam smutna o to, że nie dostałam wymarzonej lalki. Teraz jestem smutna i zła na siebie, że nie dość, iż byłam pokłócona z moimi rodzicami, to w dodatku zginęli przeze mnie.

Katie: Halo, Jessica. Masz już mnie dość? Wiedziałam, że Cię wystraszę. Zawsze nie potrafię się kontrolować i piszę non stop o tych przystojnych idiotach. Przepraszam.

Zdziwiłam się na słowa Katie. Pisałyśmy niecałe piętnaście minut, a ona już uważa mnie za koleżankę. Nagle tak cieplutko zrobiło mi się w okolicach serca. Pierwszy raz byłam ważna, choć ona mnie tak naprawdę nie znała.

Ja: Nie mam cię dość, po prostu się zamyśliłam. Wybacz. To ja powinnam przepraszać. I fajnie się słucha o tych, jak to nazwałaś, przystojnych idiotach. Jesteś wtedy tak pełna energii.
Katie: Aww. To było miłe. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną na przyjaciółkę. Powiedz jeszcze, że kochasz lody czekoladowe, ogólnie wszystko, co z czekolady, no i przede wszystkim kakałko. Jeśli powiesz, że tak, jak nic jesteś moją bliźniaczką, którą zabrano przy porodzie.
Ja: A co byś zrobiła, gdybym naprawdę okazała się twoją bliźniaczką?
Katie: Nie pozwoliłabym zakończyć ci kontaktu ze mną. I zapewne wynajęłabym detektywa, który by sprawdził, czy na pewno nie mam rodzeństwa.
Ja: Ale zapomniałaś do naszej listy ulubionych rzeczy dopisać żelek. ;-(
Katie: O matko. Zapomniałam o tym. Wybacz mi, moja bliźniaczko. Już to dopisuję.
Ja: Jesteś niemożliwa. :-)

Sama do siebie pokiwałam głową z rozbawienia. Był to chyba pierwszy dzień w tym roku, gdy na mojej twarzy gościł uśmiech. I to w dodatku wywołany przez nieznaną mi osobę z internetu. Bywałam naprawdę dziwna. Ale na razie Kathy to nie przeszkadzało.

***

- Katherine, zejdź natychmiast do kuchni. - Jak zwykle głos mojej matki był taki oziębły. Niechętnie wstałam z wygodnego łóżka i z prędkością żółwia ruszyłam po schodach. Wiedziałam, że znowu będę miała kazanie na temat mojego opuszczania zajęć z gry na fortepianie. Moi rodzice chcieli, abym miała wszystko, czego zapragnę, lecz czasami miałam wrażenie, że oni spełniają swoje marzenia, a nie moje. Gdy zbliżałam się do kuchni, do moich uszu dotarły krzyki. Zapewne znowu moi rodzice kłócili się o jakąś błahostkę. Z czasem można było się do tego przyzwyczaić, ale to i tak nie zmieniało faktu, że w mojej głowie pojawiały się myśli o ich rozwodzie.
- Jestem. Co chciałaś, mamo? - Mimo iż się nie śpieszyłam, to już po chwili musiałam wpatrywać się we wkurzonych rodziców. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Z ulgą stwierdziłam, że jeszcze nie wylądowało na ziemi żadne naczynie.
- Ciekawi mnie po prostu to, że jesteś jeszcze w domu. Za dziesięć minut rozpoczynają się zajęcia. - Na jej słowa przewróciłam tylko oczami. Czy oni naprawdę byli na tyle zapatrzeni w siebie, że nie widzieli, iż gra na fortepianie to nie moja bajka?
- Idź się ubrać, córeczko, i widzę cię zaraz w moim samochodzie. - Po raz kolejny na słowa ojca przewróciłam oczami. Tyle że teraz bardziej dyskretnie. Miałam ochotę wykrzyczeć, co sądzę o ich zachowaniu i traktowaniu mnie, ale po minie ojca zrezygnowałam. Bywały momenty, w których czułam, że jestem tylko problemem w tej rodzinie. Na pierwszy rzut wydawało się, że wszystko jest jak należy, ale z czasem zaczynałam rozumieć i zauważać, jak jest naprawdę. I wtedy na YouTube znalazłam Nathana. Osobę, która potrafiła u mnie wywołać łzy śmiechu przez swoje zabawne komentarze do gry bądź zmyślone historie z życia.
Zawiązałam drugiego buta i, gdy miałam wychodzić z domu, przypomniałam sobie, że nie powiadomiłam Jes o tym, iż nie będzie mnie przez prawie trzy godziny. Szybko wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni moich czarnych spodni.

Ja: Przepraszam, Jes, ale niestety przez następne trzy godziny będę na lekcji gry na fortepianie. Gdybyś chciała, to możesz napisać do mnie na ten numer: 344 560 751.

Pisałam w pośpiechu i nie wiedziałam nawet, czy ujęłam to dobrze, ale widząc zdenerwowanego ojca, zablokowałam telefon i szybko zajęłam miejsce pasażera w jego drogim samochodzie. Wcale nie miałam ochoty przez następne kilka godzin męczyć i mojego wzroku, i mojego słuchu oraz palców na tych głupich zajęciach. Ale jak mus to mus. Z moimi rodzicami nie warto było dyskutować, bo to i tak strata czasu. Oparłam swoją głowę o szybę samochodu i z niecierpliwością zaczęłam wpatrywać się w telefon. Miałam nadzieję, że Jes odpisze i nie będę musiała udawać, iż dobrze mi znane obrazy za oknem są bardzo interesujące.

***

Zmęczony rzuciłem się na łóżko. To był dopiero pierwszy dzień na Meet-Up’ie, a ja padałem ze zmęczenia. Kochałem swoich fanów, ale czasem dawali niesamowicie popalić. Mimo to nie żałuję tego, co robię. Właśnie teraz czułem się potrzebny. Wiedziałem, że istnieją miliony osób, które wspierają mnie i wierzą we mnie. Po tym, jak straciłem wszystko, zyskałem ich. I byłem wdzięczny, że mam ich aż tyle.
Dosłownie już zasypiając, usłyszałem dźwięk, który wydobywał się z mojego telefonu. Niechętnie podniosłem się z wygodnego łóżka hotelowego i zaczęło się poszukiwanie urządzenia. Jak już później się okazało, znalazłem go w kieszeni moich spodni. I po co ja wstawałem z łóżka? Chyba przez własną głupotę.

Od nieznany: Katie, zaczynam się martwić. Nie ma Cię już od czterech godzin, a mówiłaś, że te lekcje będą trwać maksimum trzy godziny.
Do nieznany: Czyli od dziś jestem Katie. Miło mi, a ty jak masz na imię?

Byłem ciekaw, co mi odpisze dziewczyna, a może chłopak. Pierwszy raz spotkałem się z takim przypadkiem. Jeszcze nigdy nikt nie napisał do mnie w ten sposób.

Od nieznany: Ech. Zapewne moja koleżanka podała mi zły numer. Przepraszam.
Do nieznany: Spoko ;-) Nic się nie stało, ale nadal nie wiem, jak masz na imię, a chciałabym cię zapisać jakoś normalnie w telefonie.
Od nieznany: Zapewniam, że nie będzie ci potrzebny mój numer w telefonie.

Tajemnicza i zamknięta w sobie. Jednak wątpiłem, że da radę oprzeć się mojemu urokowi, gdy mnie pozna. Ciekawe, czy była to moja fanka.

Do nieznany: Nalegam. Co ci szkodzi podać tylko swoje imię. No chyba że wolisz zostać podpisana jako tajemnicza nieznajoma.
Od nieznany: Ugh. Strasznie uparty jesteś. I skąd masz pewność, że jestem dziewczyną?
Do nieznany: No cóż, taki jestem i już, a że jesteś dziewczyną, to miałem takie przeczucie. To jak będzie? Podasz mi swoje imię?

Nie sądziłem, że aż tak trudno będzie wyciągnąć z niej, jak ma na imię. Poza tym nadal nie wiedziałem, czemu z nią piszę. Przecież przed chwilą ze zmęczenia w ogóle nie kontaktowałem.

Od nieznany: A czy jak podam ci moje imię, to dasz mi spokój?
Do nieznany: Może, ale nic nie obiecuję.
Od nieznany: Ugh. Jessica jestem. A ty? Bo na razie dla mnie masz na imię Katie. ;-)
Do Jessica: Ładnie imię. I to trochę dziwne, że chłopak ma dziewczęce imię. Nathan jestem. OMG, wysłałaś mi buźkę. A ja myślałem, że mnie nie lubisz.
Od Jessica: Czy ładne, to nie wiem, ale dziękuję. I w twoim przypadku to może nie dziwne. Zasmuciła mnie wiadomość, że jednak masz w miarę normalne imię. I nie ciesz się za długo. Nadal cię nie lubię. Ba. Nawet nie znam. Nie mam pewności, że nie jesteś jakimś starym dziadkiem który porywa bezbronne dziewczyny.
Do Jessica: No ej. Bo się obrażę. Mam ładne imię. I jeszcze mnie polubisz. Ale co do teorii o dziadku, to mnie rozśmieszyłaś.
Od Jessica: Gdybyś się obraził to miałabym przynajmniej spokój. I nie bądź taki pewny siebie. Nie ufam ludziom. I pisząc o dziadku, nie miałam na celu cię rozbawić. Pisałam to, będąc śmiertelnie poważna.
Do Jessica: Teraz to na pewno się nie obrażę. A pewność siebie to moje drugie imię, więc przykro mi. A czemu nie ufasz ludziom?

Czekałem na odpowiedź od niej już dobre piętnaście minut. Wziąłem do ręki mój czarny iPhone i jeszcze raz przeanalizowałem ostatnią odpowiedź. Nie wiedziałem, co źle napisałem. Nie wiedziałem, kiedy wkroczyłem na niebezpieczny temat. A może to ona postanowiła się obrazić? Ale za co, skoro mnie nie da się nie lubić? Zrezygnowany przeczesałem ręką moje włosy. Nie wiedziałem, co robić. Napisać jeszcze jeden SMS czy najzwyczajniej w świecie odpuścić? Przecież ona jasno dała mi do zrozumienia, że nie ma ochoty ze mną pisać. Ale z drugiej strony jest w niej, coś co nie pozwala mi zostawić tej znajomości od tak.

***

Ja: Katieee.
Ja: Jestem taka głupia.
Ja: Albo to ty jesteś głupia?
Ja: No bo w końcu ty mi podałaś zły numer.
Ja: I jeżeli się dowiem, że to jakaś ustawka, by mnie zeswatać ze swoim kuzynem, to już teraz jesteś trupem.
Ja: Jednak wracając do tematu...
Ja: Pisząc do Ciebie, okazało się, że numer, który mi podałaś, to nie twój.
Ja: Tylko jakiegoś chłopaka.
Ja: Nachalnego i upartego.
Ja: Nie ma cię już pięć godzin.
Ja: Zaczynam się martwić.
Ja: Obraziłaś się?
Ja: W jakiś magiczny sposób dowiedziałaś się prawdy?
Ja: Jeśli tak, to cię rozumiem.


x

niedziela, 22 stycznia 2017

Prolog


Podobny obraz
Znalezione obrazy dla zapytania gify z koncertów


Sława.
Miliony widzów.
Samotność.
Poczucie winy.
Internetowa przyjaźń.
Rozłąka.
Kilkaset kilometrów.
Przeprowadzka.
Przypadek.
Nienawiść.
Zakład.
Kłótnie.
Miłość.
Choroba.
Happy end czy jednak nie?




Sława - czasami wszystko komplikuje.
Miliony widzów - jedni chcą jak najlepiej dla znanych osób. Inni wręcz przeciwnie.
Poczucie winy - nie zawsze słuszne.
Internetowa przyjaźń - na pewno istnieje
Rozłąka - czasami konieczna, a czasami nie.
Samotność - niekiedy sprzyja życiu.
Kilometry- nie istnieją.
Przeprowadzka - zmienia wszystko. Nie wiadomo, czy na dobre, czy na złe.
Przypadek - nic nie dzieje się bez przyczyny.
Nienawiść - między nią a miłością jest cienka linia.
Zakład - najgłupsza rzecz, która może zburzyć wszystko, co do tej pory się zbudowało.
Kłótnie - bez nich nie istnieje przyjaźń, tak samo miłość.
Choroba - potrafi zbliżyć, ale także i oddalić.

Ona - skrzywdzona przez los wiele razy.
On - odnoszący sukces na cały kontynent chłopak.
Dzielą ich kilometry.
Czy jest dane im spotkanie?
Czy może nie ma ono prawa bytu?
Jaki udział będzie miała w tym najlepsza przyjaciółka?
Zniszczy czy zbuduje ich więź?
Jaki będzie koniec?
Tego nikt nie wie.
Jednak jedno jest pewne:
Życie lubi płatać figle.
I to nieraz.
Nie dwa.